Amb. Jan Truszczyński: Klika refleksji o tym, gdzie jest Polska, a gdzie Unia.

„Tu jest Polska, a nie Unia!” Któż nie słyszał w ostatnich dniach tych słów p. Elżbiety Witek, nominalnie drugiej osoby w państwie. Nie wolno ich lekceważyć – to nie popełniony w chwili gniewu „slip of tongue”, a mimowolne ujawnienie tego, co naprawdę sądzi i czego chce cała pisowska czołówka. Wielu komentatorów już o tym pisalo: PiS chce nie tyle wyprowadzenia Polski z UE, ile Unii z Polski.

Wszyscy myślę wiemy, że tak się nie da. Budowana od 70 lat wspólnota prawa opiera się na wspólnie wyznawanych wartościach, wspólnych korzeniach aksjologii konstytucyjnej, respektowaniu litery i ducha traktatów, wzajemnym zaufaniu partnerów i ich przekonaniu, że można polegać na lojalnym i efektywnym stosowaniu prawa europejskiego przez każdego członka klubu UE. To kręgosłup integracji europejskiej. Jeśli zostanie usunięty, to Unia nie przetrwa.

„Centralny ośrodek dyspozycji politycznej” PiS i podległe mu instytucje – Rząd RP, Prezydent RP, trybunał p. Przyłębskiej, pierwsza Prezes SN – dają liczne dowody, że PiS chce zniszczyć polski odcinek unijnego kręgosłupa, wypisać się de facto ze wspólnoty prawa (choć oczywiście zachować mimo to dostęp do benefitów płynących do Polski od podatników z innych państw Unii).

Nie można jednak trwać w Unii, otwarcie odmawiając respektowania prawa europejskiego i aktów, wydanych przez instytucje UE na jego podstawie. Nie robił tak nawet Londyn, gdy szereg lat temu Cameron negocjował z resztą państw UE kilka konkretnych dodatkowych wyłączeń dla W. Brytanii, mających w jego mniemaniu przynieść utrzymanie poparcia dla członkostwa UE w nadchodzącym brytyjskim referendum. PiS nie ma żadnej, absolutnie żadnej szansy na uzyskanie od innych państw UE jakiegokolwiek opt-outu od podstawowych postanowień Traktatu o UE – Art. 2, Art. 4, Art. 19.

Co zatem pozostaje? Logiczną konsekwencją postawy PiS powinno być sporządzenie na podstawie Art. 50 TUE wniosku o wystąpienie Polski z Unii. Wiadomo, że polskie prawo nie wymaga w tej sprawie konsultacji referendalnej, wystarczy prosta ustawa sejmowa i jej podpisanie przez prezydenta. PiS nie może być jednak pewny, mimo całego marazmu społecznego ostatnich lat, czy nawet pierwszy formalny krok w takim kierunku nie spowodowałby gwąltownej i masowej reakcji społecznej, wręcz czegoś na wzór Majdanu 2013-2014.

Jeśli strach przed nieznanym powstrzyma PiS przed takim politycznym samobójstwem, to naszej ludowej władzy zostaje mało opcji. Najprościej byłoby oczywiście zastosować się do wyroków i zabezpieczeń wydanych przez TSUE, a potem wycofać z całej „deformy” sądownictwa. To nie wydaje się możliwe, skoro całe PiS ma rozkaz obrony okopu i ani kroku w tył, a kto się pierwszy cofnie…

Konieczna jest zatem zwiększona skala wewnętrznej presji społecznej oraz, rzecz jasna, bardziej efektywne użycie przez Unię dostępnych już narzędzi egzekwowania prawa europejskiego. Czytamy, że dziś Komisja Europejska ma zdecydować o zwróceniu się do Warszawy, by w ciągu kolejnych 7 dni podporządkowała się decyzjom TSUE – a jeśli tego nie będzie, to KE natychmiast wystąpi do TSUE o nałożenie kar finansowych. To ruch oczywisty i niezbędny; w zeszłym tygodniu, w rozmowach ze stacjami Nowy Świat i Tok FM przewidywałem, że taki właśnie będzie obrót spraw.

Można zrobić i więcej. Dziś doroczne raporty KE o stanie praworządności w państwach UE. Nie ma w nich rankingów, tablic wyników ani zaleceń. Jednak uważna lektura na pewno pozwoli na wnioski porównawcze; trzeba użyć wszystkich dostępnych środków i kanałów, by o takich wnioskach dowiedziała się możliwie duża część polskiego społeczeństwa.

Drugi, ważniejszy jeszcze kierunek to wymogi co do polskiego Krajowego Planu Odbudowy. By KPO został zaaprobowany przez KE i przyjęty większością kwalifikowaną przez państwa UE, musi w dobrym lub wystarczającym stopniu spełniać każde z 11 kryteriów oceny. Jednym z kluczowych kryteriów jest realizacja wszystkich lub przynajmniej znacznej części zaleceń, wydawanych sobie wzajemnie przez państwa UE w ramach tzw. Semestru Europejskiego. Jedno z czterech zaleceń dla Polski na lata 2020-2021 brzmi: „Enhance the investment climate, in particular by safeguarding judicial independence. Ensure effective public consultations and involvement of social partners in the policy-making process”. O ile wiem, w negocjacjach KPO w trakcie ostatnich miesięcy Komisja nie domagała się szczegołnie intensywnie od Warszawy danych o wdrażaniu tego zalecenia, a rząd Morawieckiego już wcześniej kontestował je w swoich reakcjach. Jeśli moje informacje są prawdziwe, niedawno uzgodniono, że realizując KPO rząd RP odstąpi od poselskiej ścieżki projektów legislacyjnych i będzie się trzymać standardowej, poprawnej procedury: Komisja zadowolić się miała tym ustępstwem Warszawy. No, ale to było przed wydarzeniami ostatniego tygodnia. Obecnie, skonfrontowana z pisowską rebelią prawną, Komisja bezwzględnie powinna uzależnić zgodę na KPO od zobowiązań rządu Morawieckiego, że wykona decyzje TSUE. Tego właśnie powinna się domagać od KE polska opozycja i demokratyczne społeczeństwo obywatelskie.

Bez żadnej przesady, jako kraj znależlismy się pośrodku Rubikonu, a PiS nadal trzyma w ręku lejce. Wróci na właściwy brzeg czy będzie brnąć na drugą stronę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s